Czy sztuczną inteligencję można nauczyć wrażliwości na muzykę?

Kit Armstrong to trzydziestoletni pianista pochodzenia tajwańsko-brytyjskiego, który zasłynął jako cudowne dziecko, komponując pierwsze utwory w wieku pięciu lat. W wywiadzie udzielonym „South China Morning Post” opowiada o swoim projekcie, w którym próbuje nauczyć sztuczną inteligencję… zachwytu nad muzyką.

Kit Armstrong to trzydziestoletni pianista pochodzenia tajwańsko-brytyjskiego, który zasłynął jako cudowne dziecko, komponując pierwsze utwory w wieku pięciu lat. W wywiadzie udzielonym „South China Morning Post” opowiada o swoim projekcie, w którym próbuje nauczyć sztuczną inteligencję… zachwytu nad muzyką.

Nie osiągnął jeszcze 12 roku życia, a już studiował na amerykańskich i europejskich uniwersytetach. Wcześnie obwołany geniuszem fortepianu, zaczął występować na scenach całego świata. Grał z Filharmonikami Wiedeńskimi i orkiestrą lipskiego Gewandhausu. Biegle posługuje językami angielskim, chińskim, francuskim i niemieckim. W jednym z wywiadów jego matka przyznała, że magisterium z matematyki w wieku 18 lat zrobił, „aby się zrelaksować”.

Jak przyznaje w rozmowie z gazetą, wciąż wiele podróżuje i koncertuje, ale „sprzedawanie ciągle jednego i tego samego produktu” staje się dla niego coraz mniej istotne.

Sztuczna inteligencja sposobem na znużenie

Jeśli granie koncertów traktuje się jako sprzedaż produktu, faktycznie może wydawać się ono powtarzalne i nudne. Armstrong walczy ze znużeniem, dołączając do zespołu informatyków z Narodowego Uniwersytetu Tsing Hua w Tajpej, pracującego nad pogłębionym zrozumieniem muzyki przez sztuczną inteligencję.

Nie chodzi bowiem o to, aby SI w ogóle potrafiła stworzyć utwór – to potrafi robić nie od dziś. Szereg aplikacji wykorzystujących jej możliwości komponuje gotowe soundtracki w licznych stylach – romantycznym, barokowym, współczesnym, filmowym. Potrafią to robić m.in. Amper, AIVA, Jukedeck czy Ecrett Music.

Armstrong jednak chce, aby SI nauczyła się muzykę interpretować, czyli dokonywać zindywidualizowanego czynności artystycznej – jednorazowej i nie polegającej na podążaniu według ścisłych reguł.

Jakie znaczenie ma interpretacja muzyki?

W odróżnieniu od innych dziedzin sztuki, dzieło muzyczne funkcjonuje zawsze na dwóch poziomach. Z jednej strony jest utrwalone w formie zapisu, ale on dla większości odbiorców jest niezrozumiały, z drugiej istnieje w wykonaniu, czyli przełożeniu tego zapisu na język dźwięków. Poziom twórczego zaangażowania muzyka-wykonawcy bywa różny w zależności od epoki, stylu i założeń twórcy – np. w chorałach gregoriańskich nie wiadomo, jakie należy przyjąć tempo oraz rytm, w dziełach barokowych, jakie dokładnie ozdobniki stosować lub nawet jakich instrumentów używać, w XX-wiecznej muzyce korzystającej z techniki aleatorycznej, po stronie wykonawcy leżą decyzje co grać, w jakiej kolejności, tempie lub nawet instrumentacji. Wyłącznie w obrębie muzyki konkretnej (powstałej pod koniec lat 40 XX wieku) powstawały dzieła, które nie miały partytury, ale funkcjonowały od razu jako gotowa ścieżka na taśmie złożona z różnych poddawanych modyfikacjom dźwięków.

Interpretacja muzyki jest kluczem do zrozumienia, dlaczego w filharmoniach na całym świecie powracają ciągle te same dzieła – czemu ciągle gra się Mozarta, Berlioza czy Mahlera. Podobnie jest w fonografii – nagranie kompletu „Symfonii” Beethovena za każdym razem będzie dużym wydarzeniem, choć dziesiątki takich kompletów zostały już nagrane – słuchacz nie jest ciekaw tego, „co” gra orkiestra, tylko „jak”.

„Dla ludzi interpretacja muzyki przez kilkaset ostatnich lat łączy się z pragnieniem zapewnienia rozrywki w sposób, który podnosi ich na duchu, sprawia, że uczą się myśleć, kochać i analizować. Nauczenie maszyny, jak robić coś takiego, jest bardzo trudne. Musimy sprawić, aby maszyna zaczęła czuć” – mówi Armstrong.

Płytkie nowe technologie

Armstrong ocenia, że większość prób włączania nowych technologii do występów, performansów czy dzieł sztuk wizualnych jest płytka i słabej jakości. Nie do końca ma rację. W przypadku spektaklu Chasing Waterfalls zaprezentowanego z okazji inauguracji sezonu w Operze Drezdeńskiej organizatorzy zapewniali, że wykorzystana tam w jednej z ról SI będzie za każdym razem „śpiewała” nieco inaczej. Czyli modyfikowała swoją interpretację, zbliżając się w tym do tego, co robi ludzki wykonawca.

Technooptymizm młodego pianisty jest wyraźny. Mówi on: „Skoro udało się komputerowi ostatecznie pokonać człowieka w grze w szachy, to zapewne któregoś dnia AI stworzy wyjątkową muzykę, którą publiczność doceni”. Aby jednak do tego doszło, należy SI najpierw „nauczyć” partytur. Oprócz tego Armstrong chce komputerowi przekazać to, co sam potrafi.

Niesienie radości, czy niepokoju?

Muzyk z jednej strony bez opamiętania gna w przyszłość, a z drugiej kurczowo łapie się przeszłości. Na dwupłytowym albumie nagranym w 2021 roku dla Deutsche Grammophon, znalazły się jego wykonania dzieł Williama Byrda i Johna Bulla – angielskich kompozytorów żyjących na przełomie XVI i XVII wieku. Bull powraca także na jego najnowszej płycie dla DG wydanej w tym roku. Armstrong mieszka w zeświecczonym kościele z 1920 roku w północnej Francji. Interesuje się graniem na organach.

„Niezależnie od tego, czy pracuję ze sztuczną inteligencją, czy gram muzykę dawną we francuskim kościele, moim celem jest niesienie radości” – twierdzi Armstrong.

Niepokój budzi jednak świadomość, że w ten sposób najbardziej ludzka czynność związana z tworzeniem muzyki, czyli jej żywa interpretacja, może zostać zawłaszczona przez maszynę. I przyczyni się do tego sam człowiek. Komu będzie potrzebny, gdy pozbędzie się całej wiedzy i umiejętności, które posiadł?

Total
1
Shares
Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Powiązane teksty
Czytaj dalej

Twitter zbanował Trumpa jako ostatni. Jako pierwszy wyniósł go wcześniej do władzy

W piątek na swoim blogu firmowym Twitter poinformował, że zdecydował się permanentnie zablokować konto ustępującego prezydenta USA Donalda Trumpa. Profil @realDonaldTrump zgromadził rzeszę ponad 88 mln obserwujących i przez wiele ostatnich lat był dla swojego autora nie tylko tubą propagandową, ale i narzędziem uprawiania specyficznej, twitterowej dyplomacji.