Gdy pianistę zastępuje robot

Robot, który gra na fortepianie i dzięki sztucznej inteligencji potrafi reagować na emocje publiczności, zaprezentowany został w Chinach. W jednej z restauracji w Hangczou na wschodzie kraju prawdopodobnie zastąpił dotychczas grającego tam pianistę. Nie jest to pierwszy przypadek łączenia maszyny z fortepianem.
Fot. Possessed Photography / Unsplash

Robot, który gra na fortepianie i dzięki sztucznej inteligencji potrafi reagować na emocje publiczności, zaprezentowany został w Chinach. W jednej z restauracji w Hangczou na wschodzie kraju prawdopodobnie zastąpił dotychczas grającego tam pianistę. Nie jest to pierwszy przypadek łączenia maszyny z fortepianem.

Niewiele szczegółów w tej sprawie znamy. Wiemy, że robot nazywa się Xiao Le. Wykorzystując precyzyjny system percepcji wizualnej, potrafi zlokalizować właściwy klawisz i nacisnąć go w odpowiednim momencie. Na nagraniu dostępnym w internecie widzimy, jak humanoidalna maszyna mechanicznie wciska klawisze, „wykonując” prosty popowy utwór. Robot ma swobodny nadgarstek, sięga wszystkich 88 klawiszy i potrafi stosować pedały. Xiao Le ponadto rozpoznaje wyraz twarzy człowieka i na tej podstawie odczytuje, co słuchacze sądzą o jego występie.

Robot został zaprojektowany przez Zheijang Lab, instytut mieszczący się w Hangczou, specjalizujący się w badaniach nad sztuczną inteligencją. Pierwszy raz został zaprezentowany podczas specjalnego dnia dla rodzin pracowników. Odwiedzającym pokazano go w listopadzie 2022 roku. Miesiąc później trafił do jednej z lokalnych restauracji.

Nie jest to pierwszy grający robot, który został wyprodukowany przez ten instytut. W 2021 roku zaprezentowano androida, który grał na fortepianie, bazując na „odczytaniu” charakteru publiczności. Pokazano go podczas Konferencji Apsara. Fakt, że Xiao Le potrafi rozpoznawać ludzkie emocje, może być związany z informacjami, które zebrał ten pierwszy android.

Teotronico – robot, który (nie) potrafi grać

Jeszcze zanim internet obiegły filmiki androidów z Zheijang Lab, popularność zdobył Teotronico. Robot zaprojektowany w 2012 roku przez Matteo Suzziego, włoskiego konstruktora i założyciela firmy Teotronica, wyposażony został w 53 „palce”. Potrafi kontrolować dynamikę, grać niewiarygodnie szybko i wykonać w zasadzie wszystko. Wziął udział we włoskiej edycji „Mam talent”, a nawet wystąpił z Berlińskimi Filharmonikami.

Z Teotronico często występował włoski pianista Roberto Prosseda, który wykorzystywał go w ramach programów edukacyjnych „Robot pianista vs człowiek pianista”. W jednym z takich programów Prosseda prosi, by Teotronico zagrał jeden z nokturnów Chopina. Ten wykonuje go w sposób całkowicie mechaniczny, co Proesseda wykorzystuje, by pokazać, na czym polega różnica między interpretacją, a „wyklepaniem” nut. Robot spiera się z nim, że robi dokładnie to, co zapisał w partyturze twórca, nie dodając niczego od siebie. Pianista-człowiek podkreśla, że nie na tym polega wykonywanie muzyki, a oprócz zapisu nutowego jest szereg informacji, które artysta bierze pod uwagę. Przywołuje nawet książkę Jean-Jacquesa Eigeldingera Chopin w oczach swoich uczniów, zawierającą uwagi kompozytora o wykonywaniu jego muzyki przekazane jego wychowankom.

Poza żartami z tego, że Teotronico ma procesor zamiast serca, materiał nie jest głupi, a wspólne występy z maszyną służyły pokazaniu, jak wiele pianista daje od siebie i jak trudno zastąpić jego wrażliwość, wyczucie, wiedzę i umiejętności.

Mechaniczny Trębacz i inne oświeceniowe wynalazki

Teotronico tak naprawdę przynależy do XVIII wieku bardziej, niż do naszych czasów. Można go zaliczyć do takich automatów, jak Cymbalistka, którą David Roentgen sprezentował Marii Antoninie. Była to ruchoma figurka w istocie udająca granie – muzyka pochodziła bowiem z mechanizmu, który był umieszczony wewnątrz instrumentu, przy którym cymbalistka zasiada i z którym jest zespolona.

Podobnie rzecz ma się z Mechanicznym Trębaczem skonstruowanym przez Johanna Nepomuka Mälzla – wynalazcy, który opatentował i wprowadził do masowej produkcji metronom (choć nie był jego pomysłodawcą). Trębacz, naturalnej wielkości figura, potrafił wygrywać wojskowe melodie po naciśnięciu guzika znajdującego się w epolecie jego munduru. Przysporzył swemu konstruktorowi sławę, sporo pieniędzy i stanowisko nadwornego mechanika cesarstwa austriackiego. Wszystko to były nieco cyrkowe sensacje inspirowane fascynacją ludzi oświecenia mechanizmami, będącymi dowodem wielkości myśli ludzkiej, dążenia do postępu i cywilizacyjnego rozwoju.

Mälzl był także popularyzatorem Mechanicznego Turka, choć i to nie był jego wynalazek – wymyślił go węgierski baron Wolfgang Ritter von Kempelen. Jego Turek był – podobnie jak Cymbalistka – naturalnej wielkości ruchomą figurą, przebraną w turecki strój i „zdolną” grać w szachy. Oczywiście automat w szachy nie grał – wewnątrz niego schowany był prawdziwy szachista, który wykonywał ruchy.

Teotronico do właściwego działania również potrzebuje schowanego za nim człowieka. Aby mógł grać, musi dysponować wcześniej zainstalowanym materiałem. Potrafi reagować na publiczność, ale w schematyczny sposób – odwracając ku niej głowę, gdy zadziała jego czujnik zbliżeniowy. Interakcję na żywo podejmować może wyłącznie, gdy stoi za nim człowiek – Teotronico tylko go „dubbinguje”.

Czego mamy się bać?

To, co przeraża w przypadku Xiao Le, to wykorzystanie sztucznej inteligencji, której Teotronico jest pozbawiony. I znów – to nie pierwszy raz. W 2019 roku firma Yamaha produkująca m.in. wysokiej klasy fortepiany używane m.in. podczas Konkursu Chopinowskiego, zaprezentowała projekt „Dear Glenn”, mający być hołdem dla Glenna Goulda, jednego z najbardziej charyzmatycznych kanadyjskich pianistów XX wieku.

W ramach tego projektu, firma zaprosiła widownię do posłuchania koncertu, na którym instrument gra sam dzięki zastosowanej w nim technologii sensorów optycznych, które wychwytują każdy, nawet najmniejszy ruch klawisza, młoteczków czy pedałów i „karmią” tymi informacjami sztuczną inteligencję. Yamaha Disklavier, bo tak się ten system nazywa, to według firmy „urządzenie, które może samodzielnie odgrywać materiał z internetu, stając się prywatnym, domowym artystą. […] Instrument ma zapisane w pamięci 500 utworów, które po wybraniu przez użytkownika zostają odtworzone tak, jakby odgrywał je sam artysta”.

Na potrzeby tego koncertu, Yamaha wytrenowała sztuczną inteligencję, by dokładnie odtworzyła sposób gry Glenna Goulda z jego drugiego nagrania Wariacji Goldbergowskich z 1981 roku. I tak oto publiczność zgromadzona na festiwalu Ars Electronica słuchała samotnie stojącego na estradzie fortepianu w barokowym klasztorze św. Floriana niedaleko Linzu w Austrii. Fortepian grał m.in. Wariacje oraz Kunst der Fuge – w taki sposób, jakby robił to Gould, gdyby żył. Film dokumentujący to przedsięwzięcie został nagrodzony Srebrnym Lwem podczas Cannes Lions Interational Festival of Creativity – imprezy organizowanej od 1954 roku, koncentrującej się na komunikacji marketingowej i kreatywnej. Projekt reklamowany był hasłem „Pierwsza taka sztuczna inteligencja – stworzona z miłości”.

Czego więc się bać, skoro to wszystko jest z miłości?

Można byłoby zapytać – a jaka to miłość, skoro nie chcemy pozwolić artyście umrzeć, tylko próbujemy go w postaci elektronicznego zombie utrzymać przy życiu?

Jaka to miłość, gdy proponujemy robota zamiast człowieka, aby uprzyjemnił nasz czas przy posiłku?

Jaka to miłość, gdy brytyjski związek zawodowy Equity broniący praw artystów różnych dziedzin bije na alarm, że wielu z nich straci pracę, ponieważ szereg zleceń – od tworzenia muzyki, animacji, narywania ścieżek lektorskich po tłumaczenie, a nawet pisanie tekstów – wkrótce może przejąć sztuczna inteligencja?

Może warto jednak zatrzymać się przy Teotronico – robocie stworzonym po to, by pokazywał, jak cenne jest to, co potrafi człowiek.

Total
0
Shares
Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Powiązane teksty
Total
0
Share