Szef TikToka przed Kongresem. Wkraczamy w erę cyfrowej geopolityki

Szef TikToka Shou Zi Chew zeznawał wczoraj przed Kongresem USA niemal pięć godzin i nie przekonał polityków, że platforma, która budzi kontrowersje na całym świecie, jest bezpieczna. Kongres jednak przesłuchaniem tym nie wystawia sobie dobrego świadectwa.
Fot. World Economic Forum / Flickr

Szef TikToka Shou Zi Chew zeznawał wczoraj przed Kongresem USA niemal pięć godzin i nie przekonał polityków, że platforma, która budzi kontrowersje na całym świecie, jest bezpieczna. Kongres jednak przesłuchaniem tym nie wystawia sobie dobrego świadectwa.

Choć amerykańskie media przedstawiają czwartkowe wysłuchanie szefa TikToka przed Komisją ds. energii i handlu w bardzo jednoznacznym świetle – jako porażkę, którą Shou Zi Chew poniósł tłumacząc się amerykańskim politykom ze stawianych TikTokowi zarzutów, których nie potrafił do końca odeprzeć, sytuacja nie jest wcale tak niejednoznaczna.

Wysłuchanie szefa TikToka w Kongresie pokazało, jak bardzo amerykańscy politycy nie rozumieją świata nowych technologii i jak bardzo schematycznie pojmują kwestie takie, jak możliwa militaryzacja platform społecznościowych.

Ustalmy tu wyraźnie jedną rzecz – ona już miała miejsce. Zrobili to Rosjanie, w 2016 roku, wykorzystując Facebooka, Twittera i Instagram do wpływania na wybory prezydenckie, w których wygrał Donald Trump. Zostało to oficjalnie udowodnione w dochodzeniu amerykańskich służb – i już ten sam fakt powinien wystarczyć, aby to, co mogliśmy wczoraj usłyszeć w Kongresie, przebiegało nieco inaczej. Ale po kolei.

Deklaracje bez dowodów

Shou Zi Chew był w Kongresie pytany m.in. o to, jak Chiny mogą wykorzystywać ogromne ilości danych o Amerykanach zbierane przez TikToka do swoich celów politycznych.

W odpowiedzi prezes firmy przypomniał wart 1,5 mld dolarów Projekt Texas, którego celem miało być zagwarantowanie bezpieczeństwa danych użytkowników TikToka z USA i zaspokojenie zapędów amerykańskiej administracji w zakresie działań mających zapobiegać ryzyku z punktu widzenia bezpieczeństwa narodowego.

Projekt Texas obejmuje przechowywanie danych Amerykanów i przetwarzanie ich w infrastrukturze należącej do firmy Oracle, która jest spółką z USA – i w ten sposób według TikToka gwarantowane jest to, że Chiny nie mają do nich dostępu.

Fakty jednak mówią co innego – o tym, że dostęp do danych z TikToka dotyczących Amerykanów mieli pracownicy ByteDance z Chin, można było przeczytać w końcu ub. roku na łamach magazynu „Forbes”, który poinformował, że ByteDance śledziło amerykańskich dziennikarzy, oficjalnie chcąc „przeciwdziałać wyciekom” z firmy i zlokalizować pracowników spotykających się z reporterami celem przekazywania im poufnych informacji.

Kolejnym dowodem przeczącym słowom Chewa jest deklaracja sygnalisty TikToka, jednego z moderatorów platformy, którą można przeczytać tutaj. Wynika z niej wprost, że Chiny mają dostęp do danych użytkowników platformy spoza Państwa Środka.

Przesłuchujący szefa TikToka politycy ocenili, że Projekt Texas nie daje dostatecznych gwarancji technologicznych bezpieczeństwa danych Amerykanów.

Pytania o polityczną zależność

Ciekawą serią pytań była ta, która dotyczyła zależności TikToka od Komunistycznej Partii Chin i możliwości wpływu, jakie Chiny mają na platformie.

W 16. odcinku podcastu TECHSPRESSO.CAFE rozmawiam o tym z menedżerem TikToka ds. relacji publicznych w Europie Środkowej i Wschodniej Jakubem Olkiem. To, co przed Kongresem powiedział Shou Zi Chew nie różni się za bardzo od deklaracji Olka. Krótko mówiąc: wybrzmiewa tu bardzo silne zaprzeczenie tego, jakoby Chiny miały możliwość wywierania wpływu na TikToka.

Dla kontrastu jednak, tuż przed wczorajszym wysłuchaniem w Kongresie, chińskie ministerstwo handlu stwierdziło, że będzie interweniować w razie siłowej sprzedaży TikToka przez ByteDance. Transakcja taka przedstawiana jest przez USA jako jeden z warunków tego, aby TikTok mógł pozostać na amerykańskim rynku – musi po prostu w całości oddzielić się od swojego chińskiego właściciela (inną sprawą jest to, że w audycji usłyszycie też, iż zdaniem przedstawiciela TikToka ByteDance nie jest firmą chińską).

Shou Zi Chew nie odpowiedział na pytania o własne związki z Komunistyczną Partią Chin, nie zaprzeczył jednak, że wielu pracowników ByteDance do niej należy. To istotne.

Wytykanie błędów

Niemniej istotne jest również to, że szef TikToka odważył się podczas wysłuchania na wytknięcie Amerykanom tego, że ich firmy – takie jak Meta czy Google – również dopuszczają się nadużyć wobec prywatności użytkowników i nie są wcale lepsze od TikToka, jeśli chodzi o gromadzenie danych.

To zdecydowany krok, który bynajmniej nie przysporzył szefowi chińskiej platformy popularności – ale i prawda.

Wracając do wątku, którym ten tekst został otwarty – Chew powiedział w tym punkcie prawdę. Platformy społecznościowe – niezależnie od swojej narodowości i rodowodu – opierają swoje działanie na rabunkowym gromadzeniu danych użytkowników, które są wykorzystywane nie tylko w celach biznesowych, ale i politycznych.

Dowodem na to są nie tylko manipulacje przedwyborcze Rosjan z 2016 roku, ale i ogromna siła operacji informacyjnych kraju Władimira Putina w związku z wojną w Ukrainie, jak i np. wszystko to, z czym mieliśmy do czynienia w kontekście propagandy antyszczepionkowej podczas najcięższych stadiów pandemii koronawirusa.

Co dalej z TikTokiem?

Ban – co przyznają sami politycy z Kongresu – to rozwiązanie krótkoterminowe. Presja geopolityczna jest duża, bo Chiny, które stoją za aplikacją, to coraz bardziej otwarty sojusznik Władimira Putina, a konflikt handlowy pomiędzy Waszyngtonem a Pekinem trwa od 2018 r. i potrzeba mu – po znacznym wyczerpaniu sprawy Huawei – nowego paliwa.

TikTok takiego paliwa właśnie dostarcza. W ślad za USA idą kolejne kraje, które zakazują swoim urzędnikom korzystania z tej aplikacji – w poniedziałek kwestią tą zajmie się organ doradczy ministra ds. informatyzacji w Polsce, czyli Rada ds. Cyfryzacji, która wstępnie o zakazie TikToka wypowiedziała się pozytywnie.

Jeśli cokolwiek może ograniczyć możliwości wykorzystywania platform cyfrowych do celów politycznych i militarnych przez rządy państw wysokiego ryzyka, za które uznaje się m.in. Chiny i Rosję, to tylko dobre regulacje ochrony danych osobowych – a tych w USA póki co na poziomie federalnym nie ma, a w Europie wciąż są z nimi ogromne problemy – bo choć kraje „starej unii” takie jak Francja czy Niemcy mają odwagę przeciwstawiać się Big Techom i walczyć o prywatność oraz prawa swoich obywateli, to inne państwa – takie, jak kraje byłego Bloku Wschodniego, w tym Polska – wciąż prezentują względem firm technologicznych postawę uległą, a niekiedy nawet służalczą.

Ostatecznie, za wszystko zapłacą użytkownicy.


Kup nam kawę na BuyCoffeeTo:

Postaw mi kawę na buycoffee.to
Total
0
Shares
Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Powiązane teksty
Czytaj dalej

Twitter zbanował Trumpa jako ostatni. Jako pierwszy wyniósł go wcześniej do władzy

W piątek na swoim blogu firmowym Twitter poinformował, że zdecydował się permanentnie zablokować konto ustępującego prezydenta USA Donalda Trumpa. Profil @realDonaldTrump zgromadził rzeszę ponad 88 mln obserwujących i przez wiele ostatnich lat był dla swojego autora nie tylko tubą propagandową, ale i narzędziem uprawiania specyficznej, twitterowej dyplomacji.
Czytaj dalej

Chiny wykorzystują systemy rozpoznawania twarzy do kontroli zachowania obywateli

Zwolennicy szerokiego wykorzystania technologii rozpoznawania twarzy na Zachodznie, np. w Wielkiej Brytanii czy USA, często argumentują, że technologia ta pozwala bardzo sprawnie i na dużą skalę zarządzać ryzykiem, z jakim wcześniej służby porządkowe i organy ścigania sobie nie radziły. Chodzi tu m.in. o brutalne przestępstwa, działalność terrorystów i handel ludźmi.
Total
0
Share