Dane z TikToka kolejny raz wykorzystano do śledzenia dziennikarki

TikTok wielokrotnie deklarował – m.in. w odcinku podcastu TECHSPRESSO.CAFE z udziałem jednego z menedżerów firmy – że dane z kont konkretnych osób nie mogą być wykorzystane do ich śledzenia. Tymczasem, właśnie mamy do czynienia z kolejnym takim przypadkiem.
Fot. Michael Effendy / Unsplash

TikTok wielokrotnie deklarował – m.in. w odcinku podcastu TECHSPRESSO.CAFE z udziałem jednego z menedżerów firmy – że dane z kont konkretnych osób nie mogą być wykorzystane do ich śledzenia. Tymczasem, właśnie mamy do czynienia z kolejnym takim przypadkiem.

Cristina Criddle to londyńska reporterka dziennika „Financial Times” zajmująca się tematyką nowych technologii i biznesu cyfrowego.

Dane z konta jej kota, które założyła na TikToku – i o czym warto wspomnieć – na którym nigdzie nie było wspomniane, że to właśnie ona jest opiekunką zwierzaka i stoi za profilem – posłużyły do śledzenia jej lokalizacji za pomocą adresu IP.

TikTok sam poinformował Criddle o sprawie, dzwoniąc do niej dwa dni przed Bożym Narodzeniem w ub. roku.

Według platformy, dwóch pracowników z Chin i dwóch z USA uzyskało dostęp do danych z jej konta, choć nie powinni – a chodziło o to, aby stwierdzić, czy ktoś z firmy kontaktuje się z reporterką, aby wynosić do mediów poufne informacje z TikToka.

Szukanie kreta kosztem prywatności 

„Nieprawidłowy” dostęp do danych dziennikarki „Financial Timesa” TikTok uzasadnia koniecznością wskazania pracowników, którzy potajemnie kontaktują się z mediami i przekazują im informacje, które nie powinny ujrzeć światła dziennego.

Dane Criddle zostały porównane z szeregiem informacji zebranych z kont pracowników TikToka – tak twierdzi firma, sugerując, że w ten sposób szuka „kreta” w swoich szeregach. 

Oprócz adresu IP dziennikarki, wykorzystane zostały informacje o unikalnym numerze identyfikacyjnym jej urządzenia – podaje serwis BBC.

TikTok twierdzi, że pracownicy, którzy użyli informacji z konta dziennikarki, dokonali nadużycia. Jednocześnie, w audycji TECHSPRESSO.CAFE menedżer tej spółki deklarował, że dane z kont użytkowników nie mogą być wykorzystywane do śledzenia konkretnych osób.

Kolejny raz

To kolejny przypadek, kiedy mamy do czynienia ze śledzeniem dziennikarzy przez TikToka. Za każdym razem firma argumentuje to w ten sam sposób – koniecznością przeciwdziałania nadużyciom wewnątrz spółki przez dział audytu wewnętrznego.

Takie wytłumaczenie jednak nie uzasadnia naruszania prywatności osób trzecich – w dodatku, jak w przypadku Criddle, oznacza to, że ktoś musiał zadać sobie sporo trudu, aby jednoznacznie stwierdzić, że profil kotki Buffy na TikToku należy właśnie do dziennikarki „Financial Timesa”.

W końcu ub. roku świat zbulwersowała informacja, że TikTok śledził dziennikarzy amerykańskiego „Forbesa” i serwisu BuzzFeed – również informując o tym z własnej inicjatywy, aby chronić się przed PR-owym opadem radioaktywnym, jak i wskazując, że działania te miały na celu wykrycie pracowników w szeregach spółki odpowiedzialnych za wynoszenie informacji do dziennikarzy.

Czy chińskiej platformie można zaufać? To pytanie stawiamy tu retorycznie i zachęcamy do zderzenia najnowszych doniesień o sprawie Criddle z tym, co TikTok deklarował w 16-tym odcinku TECHSPRESSO.CAFE.

Total
0
Shares
Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Powiązane teksty
Total
0
Share