Kuba (podobno) buduje bazę szpiegowską dla Chin

Według dziennika „Wall Street Journal”, Kuba zgodziła się w ramach tajnej umowy na wybudowanie bazy dla chińskiego wywiadu elektronicznego. Biały Dom jednak twierdzi, że doniesienia gazety są „niedokładne”, choć nie nazywa ich fałszywymi.
Fot. Eye / Unsplash

Według dziennika „Wall Street Journal”, Kuba zgodziła się w ramach tajnej umowy na wybudowanie bazy dla chińskiego wywiadu elektronicznego. Biały Dom jednak twierdzi, że doniesienia gazety są „niedokładne”, choć nie nazywa ich fałszywymi.

Dziennik „Wall Street Journal” jako pierwszy poinformował, że Kuba zawarła z Chinami tajną umowę, w ramach której zgodziła się na wybudowanie bazy dla chińskiego wywiadu elektronicznego, którego działania miałyby być ukierunkowane przeciwko Stanom Zjednoczonym.

Gazeta powołała się przy tym na wysoko postawionych urzędników amerykańskiego wywiadu, którzy mieli dostęp do objętych restrykcyjną klauzulą tajności dokumentów w tej sprawie. Słowem – bardziej poufnie i sekretnie być nie może.

Jak miałaby wyglądać baza?

Według „WSJ”, baza miałaby znaleźć się jakieś 100 mil od Florydy i pozwalać Chinom na prowadzenie działań operacyjnych sprowadzających się do przechwytywania komunikacji elektronicznej z południowo-wschodniego terytorium Stanów Zjednoczonych. Zlokalizowane są tam liczne bazy wojskowe, istotnym elementem dla wywiadu ChRL ma też być możliwość monitorowania amerykańskiego ruchu morskiego.

Hawana zgodziła się na tę inwestycję nie bez powodu – może na tym zarobić. Kuba cały czas objęta jest amerykańskimi sankcjami, zatem każda gotówka jest dla wyspy na wagę złota. Kwota za bazę ma opiewać na kilka miliardów dolarów – jednak dziennik nie precyzuje, ile dokładnie. 

Alarm u prezydenta

Jak czytamy, rewelacje z Kuby spowodowały postawienie administracji prezydenta USA Joe Bidena w stan gotowości. Kuba znajduje się bardzo blisko, a Chiny to największy rywal Ameryki – pisze nowojorska gazeta. Nowe zagrożenie może być bardzo istotne na zmieniającej się mapie geopolitycznej i na pewno nie należy go lekceważyć. 

Była gubernatorka Karoliny Południowej, obecnie ubiegająca się o fotel prezydencki z ramienia Republikanów Nikki Haley, skrytykowała administrację Bidena za ospałość względem zagrożenia napływającego ze strony Chin.

„Joe Biden musi się obudzić, bo prawdziwe chińskie zagrożenie jest już na naszym progu” – stwierdziła Haley we wpisie na swoim koncie na Twitterze. 

Tymczasem, Biden stara się poprawić relacje z Chinami, z którymi od 2018 r. USA pozostają w stanie wojny handlowej. Miało dojść do tego już wcześniej, jednak przeszkodził incydent z balonem szpiegowskim, który został zestrzelony znad terytorium USA wcześniej w tym roku.

Jeszcze w czerwcu do Pekinu ma udać się Antony Blinken – amerykański sekretarz stanu, który być może spotka się tam z prezydentem Xi Jinpingiem. Jak się do tego odnieść w świetle doniesień o chińskiej bazie na Kubie? Ze strony ChRL, ruch taki to ewidentnie eskalacja konfliktu, nie zaś jego łagodzenie.

Doniesienia niedokładne, ale nie fałszywe

Bardzo ciekawe w kontekście informacji „Wall Street Journal” jest doniesienie agencji Bloomberga, która cytuje rzecznika Narodowej Rady Bezpieczeństwa przy Białym Domu, Johna Kirby’ego. 

„Widziałem te doniesienia prasowe. Są niedokładne” – powiedział Kirby cytowany przez Bloomberga za wywiadem, którego udzielił MSNBC. Jednocześnie, Kirby nie powiedział, że artykuł „WSJ” mówi nieprawdę. 

„To, co mogę wam powiedzieć, to że martwiliśmy się operacjami wpływu Chin na całym świecie, a szczególnie na tej półkuli i w tym regionie, od pierwszego dnia pracy tej administracji” – powiedział Kirby. „Przyglądamy się temu naprawdę bardzo, bardzo dokładnie” – dodał.

Ministerstwo spraw zagranicznych Kuby odcina się od doniesień „WSJ” twierdząc, że są „sfabrykowane przez amerykańskich urzędników”.

Total
0
Shares
2 komentarzy
Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Powiązane teksty
Total
0
Share